<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss">

<channel>
	<title>Maciek's homepage</title>
	<atom:link href="http://m.ligowski.com/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://m.ligowski.com</link>
	<description>Maciek's homepage</description>
	<lastBuildDate>Fri, 05 Mar 2010 07:34:36 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.5</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>20 luty Yangon</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=117&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=117&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 07:34:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=117</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj wreszcie sie wyspalismy, bo spalismy az 6h, co i tak jest duzym postepem patrzac na nasze ostatnie dni. Tak wiec okolo 8.30czyli 2:30 polskigo czasu, z ogromna latwoscia wyskoczylismy z lozka i zeszlismy na sniadanie.  Wkrotce potem ruszylismy na dalsze zwiedzanie stolicy. Taxi za 1500 MMK (4 zl) zawiozla nas pod Sule Paya. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj wreszcie sie wyspalismy, bo spalismy az 6h, co i tak jest duzym postepem patrzac na nasze ostatnie dni. Tak wiec okolo 8.30czyli 2:30 polskigo czasu, z ogromna latwoscia wyskoczylismy z lozka i zeszlismy na sniadanie.  Wkrotce potem ruszylismy na dalsze zwiedzanie stolicy. Taxi za 1500 MMK (4 zl) zawiozla nas pod Sule Paya. Z dnia na dzien jestesmy coraz mocniejsi w targowaniu. Oczywiscie ceny dla turystow sa wszedzie dwa razy wyzsze niz dla Birmanczykow, dlatego trzeba sie zawsze targowac, ale do granic rozsadku &#8211; to bardzo biedni ludzie i  trzeba im dac zarobic. Kazdy bialy na poczatku placi frycowe, bo nawet na glupiej wodzie do picia niektorzy narzucaja prawie 100%.My jednak jestesmy czujni i staramy sie nie dac robic w konia. Czsami tylko nas nabieraja, albo juz z braku sily nie targujemy sie.<br />
Tak czy inaczej Sule pagoda to kolejne slynne miejsce modlitw i medytacji wsrod Birmanczykow wyznajacych buddyzm Threwada. Jest troche mlodsza od Shwedagon bo liczy 2000 lat i duzo mniejsza lecz rowniez piekna. Wchodzac do kazdej swiatyni trzeba zdjac buty i zaplacic za wstep. Oczywiscie kto placi? TURYSCI! Kasuja bezwzglednie za wszystko, nawet za  pozostawione kolo nich buty, ktorych niby pilnuja. Buty oczywiscie mozna nosic ze soba w siatce czy koszyku, ale wazne jest zeby nie stawiac ich na ziemi. Tak tez robilismy przy kolejnych razach, zeby nie placic &#8220;stawki turystycznej&#8221; ze przechowanie butow.  Sule to takze bardzo wazne miejsce dla stolicy Birmy. Znajduje sie w scislym, a w zasadzie w samaym centrum miasta, bo to wlasnie od niej zaczynaja sie numeracje ulic. Jesli np.mamy adres Anawratha rd 3 mile to oznacza, ze ta ulica jest polozona 3 mile od Sule &#8211; centrum. Po wyjsciu z Sule pokrecilismy sie  po centrum Yangon. I tu przezylismy maly szok. Birma to na prawde miejsce w ktorym czas zatrzymal sie 50 lat temu, a moze raczej czas przez te 50 lat biegl, tylko w kraju nic nowego nie powstalo. W efekcie w samym centrum miasta widac szare betonowe domy cale pokryte brudem, zaciekami i glonami koloru szaro &#8211; czarno &#8211; zielonego. Prawie wszystkie budynki sa stare, chyba jeszcze pokolonijne brytyjskie, i rozpadajace sie. Na chodnikach natomiast kwitnie zycie. Sluza one przede wszystkim do handlowania i &#8230; gotowania. Trzeba wiec uwazac bo latwo wdepnac w mise goracego oleju, w ktorym cos sie smazy. Bardziej wypasione jadlodajnie przypominaja restauracje. Co prawda stoliki i krzesla sa na ogol plastikowe i maja 30cm wysokosci, a zmywanie odbywa sie w misce obok, tym niemniej mozna usiasc po dachem i zjesc. Jak narazie nie zlamalismy sie i nie jedlismy w takiej &#8220;restauracji&#8221;, ale moze po prostu jestesmy tu jeszcze za krotko. Zlamalismy sie za to i na orzezwienie kupilismy sobie swiezy sok z trzciny cukrowej. Sok ten Birmanczycy wyciskaja w specjalnych prasach. Ociosane pedy wkladaja miedzy dwa krecace sie walki, ktore miazdzac pedy wyciskaja sok. No i w soku to musze powiedziec ze sie zakochalismy. Po calym dniu chodzenia w upale, serwowany z lodem i limonka smakuje jak ambrozja!<br />
Spacerujac poszlismy tez na nabrzeze rzeki Yangon i dalej na wschod miasta, troche mniej turystycznym szlakiem w celu zwiedzenia kolejnej swiatyni- Botataung. Wnetrza przemierzalismy oczywiscie juz z butami w reku :) Bardzo nam sie tam podobalo. W calym kompleksie jest mnostwo posagow Buddy. Birmanczycy modlac sie i ofiarowujac swoje prosby do Buddy, przynosza mu przerozne dary, oddajac mu rownoczesnie hold. Dlatego przy kazdym posagu mozna znalezc przerozne przedmioty mogace zadowolic Budde: kosze owocow, napoje i jedzenie (Budda moze byc glodny i spragniony), swiecidelka, korale,  wisiorki i oczywiscie pieniadze. Przy mniejszych pasagach stoja ozdobne umywalki z kubkami, ktorymi polewa sie glowe Buddy, aby go schlodzic  przed prazacym sloncem :). Nie no tak naprawde to budde obmywa sie tyle razy ile ma sie lat +1. Ten dodatkowty raz ma zapewnic przychylnosc Buddy w nastepnych latach. Ochlodzic Budde mozna natomiast przez wachlowanie. Przy wysokich pasagach, tam, gdzie reka  nie siegnie sa poprowadzone z dolu nad glowe Buddy specjalne liny zakonczone na koncu wachlarzem. Kazdy moze podejsc i pociagajac za sznurki powachlowac Budde. Sa  tez specjalne ozdobne windy na linach, ktorymi wciaga sie dla Buddy jedzenie czy inne potrzebne przedmioty. Super sprawa! Na dzis mielismy juz dosc swiatyn. Wrocilismy wiec do centrum mini riksza &#8211; rowerem ktory obok siebie mial dwa  krzesla dla pasazerow. Wytargowalismy dobra cene i zapakowalismy sie we dwojke na jeden rower. Facet musial sie sporo namachac zeby zawiezc nas w wyznaczone miejsce. Najgorzej bylo pod gore i na dziurach gdzie prawie stawal w miejscu ociekajac potem ale nie poddajac sie. Oczywiscie rower byl bez przerzutek, stary jak swiat. Chcac oszczedzic troche naszego kierowce Maciek schodzil w niektorych miejscach z roweru. Przejazdzka byla super! Dziwnie natomiast czulismy sie bo wszyscy gapili sie na Dorote. Jak sie domyslamy chodzilo o Doroty sukienke, z reszta bardzo ladna.  W sukience tej Dorota miala odkryte ramiona!!!!! O tym ze niewolno sie przytulac i calowac publiczne wiedzielismy, ale sukienka przeszla nasze oczekiwania. Po raz kolejny odczulem co to znaczy roznica kultur. Tak wiec w Birmie kobieta moze charhac i pluc ci pod nogi, ale ramion pokazac nie moze.<br />
Poniewaz mielismy juz dosc wrazen poszlismy cos zjesc, schlodzic sie zimnym piwkiem i ruszylismy w strone hotelu. A ze czulismy sie prawie jak w domu, to odwazylismy sie nawet podjechac lokalnym autobusem tak na czuja. Okazalo sie ze swietnie wybralismy bo podjechalismy prawie pod sam hotel. Zapakowalismy nasze plecaki i o 16.15 zamowione taxi zawiozlo nas na dworzec autobusowy Aung Minglar znajdujacy sie na polnocy miasta, skad autobus nocny o godz. 18 mial nas zawiezc do Mandalay. Dworzec jest ogromny! Wszedzie mnostwo starych pogruchotanych autobusow, ktorymi sie jezdzi i kramow z jedzeniami. Terminala zadnego nie ma. To jest po prostu ogromny plac na otwartym powietrzu, tak jak u nas gielda samochodowa. Nie majac biletu nie ma po co tam jechac, bo ni w zab czlowiek sie nie dogada gdzie i o ktorej godzinie chce jechac. My kupilismy bilety na autobus przez nasz hotel. Wsiadajac do taxi pokazuje sie kierowcy  bilet i on juz wie gdzie zawiezc turyste, pod ktory autokar i konkretnego przewoznika. To jest niesamowite, ze na pierwszy rzut oka panuje tam straszny burdel, ale jak przyjdzie do wsiadania do autobusu to oni wszystko wiedza i pokieruja nawet na odpowiednie miejsca w autokarze. Nam trafily sie jedne z ostatnich siedzen. Majac bagaz podreczny nad glowa a glowny za plecami wreszcie odetchnelismy. Nasz autobus nie jest nawet taki zly, ma duza plazme w srodku i klime. Niestety klimy nie da sie zamknac czy zmniejszyc. Jest zawsze wlaczona i pracuje na maxa. Po paru minutach robi sie czlowiekowi zimno. My na szczescie przewidzielismy to i ubralismy sie w cieple buty, skarpety, dlugie spodnie, polary i kapelusze. Niestety i tak bylo nam zimno. W zwiazku z tym wyjelismy z apteczki nasze plastry na odciski i pozaklejalismy te cholerne wywietrzniki. Jest lepiej. I teraz caly czas jedziemy. Stawalismy ok.20 na sikanie i posilek w jakiejs przydroznej knajpie a potem dalej w droge. Niestety w autobusie nie ma rowniez toalety, wiec trzeba sie bardzo pilnowac z sikaniem i prosic Budde zeby nie dostac sraczki na trasie. Ok, to tyle na dzis. Jest godzina 1.30 w nocy. Maciek juz spi, wiec ja tez sie klade, tzn. siadam wygodnie. Calujemy. D i M.<br />
P.s. O 2 w nocy nagle stanelismy w szczeryn polu, kazali nam wziac paszporty i wysiasc. Okazalo sie ze jest to kontrola&#8230; wojskowa. Nasze dane zostaly skrzetnie zapisane i moglismy ruszac dalej. Dziwne przezycie&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=117&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>20 luty Yangon</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=116&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=116&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2010 12:26:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=116</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj wreszcie sie wyspalismy, bo spalismy az 6h, co i tak jest duzym postepem patrzac na nasze ostatnie dni. Tak wiec okolo 8.30czyli 2:30 polskigo czasu, z ogromna latwoscia wyskoczylismy z lozka i zeszlismy na sniadanie.  Wkrotce potem ruszylismy na dalsze zwiedzanie stolicy. Taxi za 1500 MMK (4 zl) zawiozla nas pod Sule Paya. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj wreszcie sie wyspalismy, bo spalismy az 6h, co i tak jest duzym postepem patrzac na nasze ostatnie dni. Tak wiec okolo 8.30czyli 2:30 polskigo czasu, z ogromna latwoscia wyskoczylismy z lozka i zeszlismy na sniadanie.  Wkrotce potem ruszylismy na dalsze zwiedzanie stolicy. Taxi za 1500 MMK (4 zl) zawiozla nas pod Sule Paya. Z dnia na dzien jestesmy coraz mocniejsi w targowaniu. Oczywiscie ceny dla turystow sa wszedzie dwa razy wyzsze niz dla Birmanczykow, dlatego trzeba sie zawsze targowac, ale do granic rozsadku &#8211; to bardzo biedni ludzie i  trzeba im dac zarobic. Kazdy bialy na poczatku placi frycowe, bo nawet na glupiej wodzie do picia niektorzy narzucaja prawie 100%.My jednak jestesmy czujni i staramy sie nie dac robic w konia. Czsami tylko nas nabieraja, albo juz z braku sily nie targujemy sie.<br />
Tak czy inaczej Sule pagoda to kolejne slynne miejsce modlitw i medytacji wsrod Birmanczykow wyznajacych buddyzm Threwada. Jest troche mlodsza od Shwedagon bo liczy 2000 lat i duzo mniejsza lecz rowniez piekna. Wchodzac do kazdej swiatyni trzeba zdjac buty i zaplacic za wstep. Oczywiscie kto placi? TURYSCI! Kasuja bezwzglednie za wszystko, nawet za  pozostawione kolo nich buty, ktorych niby pilnuja. Buty oczywiscie mozna nosic ze soba w siatce czy koszyku, ale wazne jest zeby nie stawiac ich na ziemi. Tak tez robilismy przy kolejnych razach, zeby nie placic &#8220;stawki turystycznej&#8221; ze przechowanie butow.  Sule to takze bardzo wazne miejsce dla stolicy Birmy. Znajduje sie w scislym, a w zasadzie w samaym centrum miasta, bo to wlasnie od niej zaczynaja sie numeracje ulic. Jesli np.mamy adres Anawratha rd 3 mile to oznacza, ze ta ulica jest polozona 3 mile od Sule &#8211; centrum. Po wyjsciu z Sule pokrecilismy sie  po centrum Yangon. I tu przezylismy maly szok. Birma to na prawde miejsce w ktorym czas zatrzymal sie 50 lat temu, a moze raczej czas przez te 50 lat biegl, tylko w kraju nic nowego nie powstalo. W efekcie w samym centrum miasta widac szare betonowe domy cale pokryte brudem, zaciekami i glonami koloru szaro &#8211; czarno &#8211; zielonego. Prawie wszystkie budynki sa stare, chyba jeszcze pokolonijne brytyjskie, i rozpadajace sie. Na chodnikach natomiast kwitnie zycie. Sluza one przede wszystkim do handlowania i &#8230; gotowania. Trzeba wiec uwazac bo latwo wdepnac w mise goracego oleju, w ktorym cos sie smazy. Bardziej wypasione jadlodajnie przypominaja restauracje. Co prawda stoliki i krzesla sa na ogol plastikowe i maja 30cm wysokosci, a zmywanie odbywa sie w misce obok, tym niemniej mozna usiasc po dachem i zjesc. Jak narazie nie zlamalismy sie i nie jedlismy w takiej &#8220;restauracji&#8221;, ale moze po prostu jestesmy tu jeszcze za krotko. Zlamalismy sie za to i na orzezwienie kupilismy sobie swiezy sok z trzciny cukrowej. Sok ten Birmanczycy wyciskaja w specjalnych prasach. Ociosane pedy wkladaja miedzy dwa krecace sie walki, ktore miazdzac pedy wyciskaja sok. No i w soku to musze powiedziec ze sie zakochalismy. Po calym dniu chodzenia w upale, serwowany z lodem i limonka smakuje jak ambrozja!<br />
Spacerujac poszlismy tez na nabrzeze rzeki Yangon i dalej na wschod miasta, troche mniej turystycznym szlakiem w celu zwiedzenia kolejnej swiatyni- Botataung. Wnetrza przemierzalismy oczywiscie juz z butami w reku :) Bardzo nam sie tam podobalo. W calym kompleksie jest mnostwo posagow Buddy. Birmanczycy modlac sie i ofiarowujac swoje prosby do Buddy, przynosza mu przerozne dary, oddajac mu rownoczesnie hold. Dlatego przy kazdym posagu mozna znalezc przerozne przedmioty mogace zadowolic Budde: kosze owocow, napoje i jedzenie (Budda moze byc glodny i spragniony), swiecidelka, korale,  wisiorki i oczywiscie pieniadze. Przy mniejszych pasagach stoja ozdobne umywalki z kubkami, ktorymi polewa sie glowe Buddy, aby go schlodzic  przed prazacym sloncem :). Nie no tak naprawde to budde obmywa sie tyle razy ile ma sie lat +1. Ten dodatkowty raz ma zapewnic przychylnosc Buddy w nastepnych latach. Ochlodzic Budde mozna natomiast przez wachlowanie. Przy wysokich pasagach, tam, gdzie reka  nie siegnie sa poprowadzone z dolu nad glowe Buddy specjalne liny zakonczone na koncu wachlarzem. Kazdy moze podejsc i pociagajac za sznurki powachlowac Budde. Sa  tez specjalne ozdobne windy na linach, ktorymi wciaga sie dla Buddy jedzenie czy inne potrzebne przedmioty. Super sprawa! Na dzis mielismy juz dosc swiatyn. Wrocilismy wiec do centrum mini riksza &#8211; rowerem ktory obok siebie mial dwa  krzesla dla pasazerow. Wytargowalismy dobra cene i zapakowalismy sie we dwojke na jeden rower. Facet musial sie sporo namachac zeby zawiezc nas w wyznaczone miejsce. Najgorzej bylo pod gore i na dziurach gdzie prawie stawal w miejscu ociekajac potem ale nie poddajac sie. Oczywiscie rower byl bez przerzutek, stary jak swiat. Chcac oszczedzic troche naszego kierowce Maciek schodzil w niektorych miejscach z roweru. Przejazdzka byla super! Dziwnie natomiast czulismy sie bo wszyscy gapili sie na Dorote. Jak sie domyslamy chodzilo o Doroty sukienke, z reszta bardzo ladna.  W sukience tej Dorota miala odkryte ramiona!!!!! O tym ze niewolno sie przytulac i calowac publiczne wiedzielismy, ale sukienka przeszla nasze oczekiwania. Po raz kolejny odczulem co to znaczy roznica kultur. Tak wiec w Birmie kobieta moze charhac i pluc ci pod nogi, ale ramion pokazac nie moze.<br />
Poniewaz mielismy juz dosc wrazen poszlismy cos zjesc, schlodzic sie zimnym piwkiem i ruszylismy w strone hotelu. A ze czulismy sie prawie jak w domu, to odwazylismy sie nawet podjechac lokalnym autobusem tak na czuja. Okazalo sie ze swietnie wybralismy bo podjechalismy prawie pod sam hotel. Zapakowalismy nasze plecaki i o 16.15 zamowione taxi zawiozlo nas na dworzec autobusowy Aung Minglar znajdujacy sie na polnocy miasta, skad autobus nocny o godz. 18 mial nas zawiezc do Mandalay. Dworzec jest ogromny! Wszedzie mnostwo starych pogruchotanych autobusow, ktorymi sie jezdzi i kramow z jedzeniami. Terminala zadnego nie ma. To jest po prostu ogromny plac na otwartym powietrzu, tak jak u nas gielda samochodowa. Nie majac biletu nie ma po co tam jechac, bo ni w zab czlowiek sie nie dogada gdzie i o ktorej godzinie chce jechac. My kupilismy bilety na autobus przez nasz hotel. Wsiadajac do taxi pokazuje sie kierowcy  bilet i on juz wie gdzie zawiezc turyste, pod ktory autokar i konkretnego przewoznika. To jest niesamowite, ze na pierwszy rzut oka panuje tam straszny burdel, ale jak przyjdzie do wsiadania do autobusu to oni wszystko wiedza i pokieruja nawet na odpowiednie miejsca w autokarze. Nam trafily sie jedne z ostatnich siedzen. Majac bagaz podreczny nad glowa a glowny za plecami wreszcie odetchnelismy. Nasz autobus nie jest nawet taki zly, ma duza plazme w srodku i klime. Niestety klimy nie da sie zamknac czy zmniejszyc. Jest zawsze wlaczona i pracuje na maxa. Po paru minutach robi sie czlowiekowi zimno. My na szczescie przewidzielismy to i ubralismy sie w cieple buty, skarpety, dlugie spodnie, polary i kapelusze. Niestety i tak bylo nam zimno. W zwiazku z tym wyjelismy z apteczki nasze plastry na odciski i pozaklejalismy te cholerne wywietrzniki. Jest lepiej. I teraz caly czas jedziemy. Stawalismy ok.20 na sikanie i posilek w jakiejs przydroznej knajpie a potem dalej w droge. Niestety w autobusie nie ma rowniez toalety, wiec trzeba sie bardzo pilnowac z sikaniem i prosic Budde zeby nie dostac sraczki na trasie. Ok, to tyle na dzis. Jest godzina 1.30 w nocy. Maciek juz spi, wiec ja tez sie klade, tzn. siadam wygodnie. Calujemy. D i M.<br />
P.s. O 2 w nocy nagle stanelismy w szczeryn polu, kazali nam wziac paszporty i wysiasc. Okazalo sie ze jest to kontrola&#8230; wojskowa. Nasze dane zostaly skrzetnie zapisane i moglismy ruszac dalej. Dziwne przezycie&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=116&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>18&amp;19 luty  Bangkok i Yangoon,</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=115&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=115&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2010 12:23:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=115</guid>
		<description><![CDATA[Kochani,
Dopiero dzis udalo nam sie skontaktowac ze swiatem. Najwazniejsze ze jestesmy cali i zdrowi. Jest tylko strasznie goraco, 35 stopni. Pierwsza dobe spedzilismy w bangkoku gdzie przywital nas upal i zaskakujaco ladne lotnisko. Po przepakowaniu  ruszylismy w strone Chinatown. Jako srodek transportu wybralismy oczywisciwe &#8230; autobusy miejskie. Dzieki temu po drodze mielismy niepowtarzalna szanse [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kochani,<br />
Dopiero dzis udalo nam sie skontaktowac ze swiatem. Najwazniejsze ze jestesmy cali i zdrowi. Jest tylko strasznie goraco, 35 stopni. Pierwsza dobe spedzilismy w bangkoku gdzie przywital nas upal i zaskakujaco ladne lotnisko. Po przepakowaniu  ruszylismy w strone Chinatown. Jako srodek transportu wybralismy oczywisciwe &#8230; autobusy miejskie. Dzieki temu po drodze mielismy niepowtarzalna szanse podziwiac jak kierowca pieczolowicie wyrywa sobie wszystkie wlosy z nosa penseta (ktora zreszta ma swoje specjalne miejsce zaraz obok radia) . To chyba dla zabicia czasu, kiedy stalismy w korkach :) W koncu dotarlismy do znajomego z przewodnika Victory Monument. I tu tak naprawde po raz piwrwszy poczulismy wakacje. Nagle znalezlismy sie w srodku zatloczonego, dusznego i pedzocego Bangkoku. Jako ze trafilismy akurat na godziny szczytu zewszad otaczaly nas pedzace tlumy. Poniewaz bylismy strasznie glodni postanowilismy natychmiast cos zjesc. Daleko nie szukalismy bo przy najblizszym bazarze dostrzeglismy kilka knajpek czyli straganow gdzie wszystko gotuje sie na widoku, a zmywane jest w misce obok. Jak sie zreszta pozniej okazalo moze byc duzo gorzej, bo w Yangoon gotowanie odbywa sie na ogol na ziemi. Tak czy inaczej wybralismy knajpke  z zupami, bo od zapachow pierwszej ktora minelismy zebralo nam sie na wymioty i to jednoczesnie. Zupka okazala sie pyszna, ale Foce nie smakowala. Zwiazane to bylo raczej z szokiem po zmianie otoczenia niz smakiem samej zupy co dalo sie spostrzec w przerazonych foczych oczach. A w zupce swoja droga bylo wszystko a na pewno duzo chili. Zupke zapilismy Pepsi z lodem. Poczatkowo postanowilismy nie uzywac lodu ze wzgledu na nasze zoladki, ale juz po pierwszym lyku cieplej pepsi zgodnie skorzystalismy z metalowych kubkow wypelnionych po brzegi pokruszonym lodem. Nie jestesmy do konca pewni czy to wlasnie ten lod czy co innego sprawilo ze Dorota nastepnego dnia rano potrzebowala 0.1 sek zeby dotrzec do kibla. Mnie tez zreszta trafilo to samo dzien pozniej. Na szczescie nasze klopoty tak szybko jak sie pojawily tak i znikly. Zreszta pomocna tu byla nasza swietnie wyposazona apteczka.<br />
Z Victory Monument metrem, sky trainem i autobusem przedostalismy sie do dzielnicy chinskiej. Zwiedzilismy po drodze dwie swiatynie i wloczylismy sie po ulicy, podziwiajac i degustujac cudaczne wynalazki kulinarne. Uwazalismy, zeby nie dac sie zwabic przeroznym naganiaczom, ale niestety nawet taka pare jak my, udalo sie zrobis w konia. Przemily i pomocny pan zamiast wyslac nas na bazar nocny jak chcielismy, zapakowal nas w tuk tuka i nim sie zorientowalismy wyladowalismy w jakiejs drogiej knajpie. Oczywiscie z kazdej takiej nagonionej osoby wyplacana jest prowizja. Szybko jednak polapalismy sie o co chodzi i ku zdziwieniu wszystkich dalismy noge z tej knajpy. Troche jeszcze sie powloczylismy trafiajac np na bazar nocny. Tam rozsmieszyl nas woidok kobiety sprzedajacej koszulki ze stojaka na ulicy i surfujacej w necie na swoim nowiutkim blacberry ktory w polce uwaza sie za niewiadomo co. Okolo polnocy zawinelismy sie na lotnisko, gdzie spedzilismy pare godzin w oczekiwaniu na poranny samolot do Birmy. Oczywiscie nie nudzilo nam sie,  bo tajskie browary &#8211; Singha i Chiang umilaly nam czas i sprawialy ze lotniskowe lawki stawaly sie miekkie.<br />
 O 7.20 dnia 19 lutego siedzielismy juz w samolocie Air Asia. Samolot przepiekny, Airbus A320 porwal nas punktualnie do stolicy Birmy. Nonsensowne okazaly sie nasze obawy co do Air Asia, bo nie dosc ze sa to najtansze linie w Azji, to jeszcze nasz samolot pachnial nowoscia. W czasie rejsu czekalo nas jeszcze wypelnianie sterty dokumentow, ale jak sie pozniej okazalo wsio w papierach bylo ok i nas wpuscili! Lotnisko w Yangon calkiem sympatyczne ale jednak tak jak sie spodziewalismy&#8230; od pierwszego spojrzenia widac bylo ze to inny swiat. Zamiast szkla i metalu stare betonowe budynki. Za to spotkala nas tu przemila nispodzianka. Pani Tin Tin z biura lokalnego Sun Birds Tours, ktore zalatwialo nam permity na przelot do Tachilek, przyslala po nas kierowce. Jak to milo kiedy ktos w .takim kraju jak Birma robi cos bezinteresownie dla drugiego czlowieka!<br />
Pojechalismy prosto do naszego hotelu Yuzana gdzie przywitala nas sama Tin Tin. Dostalismy nawet od niej prezent.  Po dopelnieniu formalnosci ucielismy sobie krotka drzemke i po 12 ruszylismy na podboj Yangonu. Najpierw czekala nas wymiana dolkow na lokalna walute kiat. Podobno najlepsze kursy sa na bazarku Boyung Aung San Market i tam sie udalismy. Po angielsku nikt tam nie gada (nie tylko tam, ale w calej Birmie) i  wszystko jest w krzakach pisane, ale dobre jest to ze oni zawsze wiedza co moze potrzebowac bialy czowiek. Tak wiec nie musielismy pytac gdzie sie wymienia dolki- bazar i okolice to czarny rynek, tylko od razu ktos do nas podszedl  z propozycja wymiany. W pierwszym miejscu do ktorego trafilismy nie udalo nam sie osiagnac porozumienia, wiec poszlismy dalej. Doswiadczenie zreszta bardzo fajne- twoj przewodnik kluczacy miedzy ciasnymi straganami prowadzi cie bog wie gdzie&#8230; W koncu po dluzszym targowaniu sie i liczeniu wreszcie udalo sie wymienic pieniadze. Ruszylismy od razu na stacje kolejowa szukac pociagow na Yangon Train Circle &#8211; pociag ktory zatacza petle wokol miasta objezdzajac je w kolo. Na poczatku nie moglismy znalezc wlasciwego peronu. Oczywiscie nie ma mowy zeby sie z nimi dogadac. Kazdy chce pomoc, to bardzo mili ludzie, ale kazdy mowi co innego. Trzeba byc czujnym i polegac tylko na swoim wechu i przewodniku Lonely Planet (do tej pory to jedyny na rynku przewodnik po Birmie). Udalo sie! Jedziemy zwiedzac miasto i prowincje.  Pociag bynajmniej nie turystyczny lecz przypominal nasze wagony bydlece z wycietymi oknami i wstawionymi twardymi lawami. My bylismy jedyni biali i stanowilismy najwieksza atrakcje tego pociagu. Kazdy nas bacznie obserwowal i czsami nawet usmiechal. Duza radosc sprawialy im wystajace z koszulki Macka wlosy na klacie. Oni takich nie maja! Przejazdzka byla super. Moglismy zobaczyc jak wyglada typowe zycie Birmanczykow i jak sie zachowuja. Pociag ten to niesamowite miejsce gdzie kobiety z tacami na glowie kraza sprzedajac arbuzy, banany, czy nawet cale dania. Gdy sie je o  cos poprosi, siadaja na malym plastikowym stoleczku i przygotowuja posilek. Birmanczycy jednak zyja niestety w syfie i ogromnej biedzie. Maciek porobil mnostwo zdjec a ja pomimo cholernie niewygodnych law, przespalam wiekszosc 3h wycieczki. Ostatnim punktem programu bylo zwiedzanie najslynniejszej birmanskiej stupy Shwedagon Paya pokrytej 9 tonami zlota i liczacej prawie 2500 lat. To wlasnie tam na wzgorzu krol Okalapa umiescil kosmyki wlosow Buddy. Akurat przyszla noc i moglismy podziwiac lsniace od zlota kopuly pagody i calego kompleksu. Cos niesamowitego!!! potem poszlismy na przepyszna kolacyjke do typowej birmanskiej knajpki na otwartym powietrzu i do lozia. Juz po 24 i trzeba isc spac a widok z naszego pokoju i lozka przepiekny. Tin Tin zalatwila nam pokoj na 7 pietrze  z ogromnym oknem wychodzacym na Shwedagon! Buziaki i do uslyszenia. D i M.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=115&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Yangoon</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=114&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=114&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Feb 2010 19:05:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hamamatsu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=114</guid>
		<description><![CDATA[Kochani
Nie mam jak stad wyslac maila, ale chcialem was zapewnic, ze jestesmy cali i zdrowi ! Wszystko jest swietnie!
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kochani<br />
Nie mam jak stad wyslac maila, ale chcialem was zapewnic, ze jestesmy cali i zdrowi ! Wszystko jest swietnie!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=114&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Using two monitors Excel thanks to Anthony Drewery</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=109&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=109&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 09:09:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cool stuff]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=109&amp;langswitch_lang=en</guid>
		<description><![CDATA[This is the copy of Anthony Drewery post.
I often work with dual monitors and recently needed to compare two Excel spreadsheets side by side. I found that although they showed as separate instances on the Windows Taskbar I couldn’t have them displayed on separate screens. After some investigation I found that to do what I [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>This is the copy of <a href="http://blog.drewery.net/2006/08/29/utilising-dual-monitors-with-microsoft-excel-2003/">Anthony Drewery post</a>.</p>
<p>I often work with dual monitors and recently needed to compare two Excel spreadsheets side by side. I found that although they showed as separate instances on the Windows Taskbar I couldn’t have them displayed on separate screens. After some investigation I found that to do what I wanted I had to force Excel to open each document as a separate instance of the application. To do this try the following:</p>
<p>In Explorer go to Tools > Folder Options.</p>
<p><img src="http://m.ligowski.com/wp-content/uploads/2010/01/filetypes.jpg" alt="filetypes" title="filetypes" width="383" height="475" class="alignnone size-full wp-image-110" /></p>
<p>Choose the File Types tab then find XLS under Extensions. Highlight it and click the Advanced button.</p>
<p><img src="http://m.ligowski.com/wp-content/uploads/2010/01/advanced1.jpg" alt="advanced1" title="advanced1" width="342" height="320" class="alignnone size-full wp-image-111" /></p>
<p>Select Open then the Edit button.</p>
<p><img src="http://m.ligowski.com/wp-content/uploads/2010/01/open.jpg" alt="open" title="open" width="350" height="360" class="alignnone size-full wp-image-112" /></p>
<p>Now in the Application used to perform action field go to the end and add a space followed by &#8220;%1&#8243;. Be sure to include the quotes. You also need to unselect Use DDE. OK all of your changes. Now when you open multiple Excel spreadsheets each will be a separate instance of the application so you can move them to separate monitors. The downside is that you’ll use more of your PC resources.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=109&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Thank you!</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=60&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=60&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Feb 2009 15:16:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hamamatsu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=60</guid>
		<description><![CDATA[Let me thank once again those who showed the interest and support today. I&#8217;m very pleased to see that many people watched my defense, and I&#8217;m even more satisfied if I could make anybody happy with it. I would like to thank again my family and all those who helped me in achieving it, starting [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Let me thank once again those who showed the interest and support today. I&#8217;m very pleased to see that many people watched my defense, and I&#8217;m even more satisfied if I could make anybody happy with it. I would like to thank again my family and all those who helped me in achieving it, starting from early years when I was a kid and ending on today. It&#8217;s also so nice to feel, that my friends still remember me. More then anybody however I would like to thank my parents for their continuous support and faith which always motivates me aim higher and higher&#8230;</p>
<p>Maciek</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=60&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PHD Defense</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=58&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=58&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Feb 2009 07:40:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hamamatsu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=58</guid>
		<description><![CDATA[Dear all,
Tomorrow &#8211; February 04 I have a final defense of my PhD entitled:
Dopant-induced Potential Mapping in Si Nanodevices by Low Temperature Kelvin Probe Force Microscope
It will be held at:
    -17:00 Japanese time- GMT +9
    &#8211; 9:00 Polish time GMT +1 .
If you have time and you would like [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dear all,</p>
<p>Tomorrow &#8211; February 04 I have a final defense of my PhD entitled:</p>
<p>Dopant-induced Potential Mapping in Si Nanodevices by Low Temperature Kelvin Probe Force Microscope</p>
<p>It will be held at:<br />
    -17:00 Japanese time- GMT +9<br />
    &#8211; 9:00 Polish time GMT +1 .</p>
<p>If you have time and you would like to watch it these are two options:</p>
<p> &#8211; Please come to graduate school office building, Shizuoka University, Hamamatsu Campus, 4th floor </p>
<p><a href="http://maps.google.com/maps?f=q&#038;source=s_q&#038;hl=en&#038;geocode=&#038;q=34.725892,137.718416&#038;sll=34.725834,137.718462&#038;sspn=0.003377,0.005472&#038;date=2%2F3%2F09&#038;time=3:39pm&#038;ttype=dep&#038;noexp=0&#038;noal=0&#038;sort=time&#038;ie=UTF8&#038;ll=34.725063,137.717936&#038;spn=0.006499,0.010943&#038;z=17">Click here to see the map !</a></p>
<p>- Please watch it at my homepage, the pin code is: 8888<br />
    <a href="http://m.ligowski.com/?page_id=57">Webcam steram !</a><br />
In case if my homepage will not work the stream will be also available (with the same pin) at:<br />
    <a href="http://www.justin.tv/maciekl">Justin Tv webcam stream !</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=58&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gomenasai!</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=52&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=52&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Apr 2008 14:01:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hamamatsu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=52</guid>
		<description><![CDATA[I must admit that I&#8217;m pretty much ashamed with the fact ho much behind i felt with updating my homepage. Therefore today I&#8217;ve updated the galleries and also &#8230; I will update posts soon. But now, few words about today. I got up at 6am and I went to Iida again (together with my friend [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>I must admit that I&#8217;m pretty much ashamed with the fact ho much behind i felt with updating my homepage. Therefore today I&#8217;ve updated the galleries and also &#8230; I will update posts soon. But now, few words about today. I got up at 6am and I went to Iida again (together with my friend from Nepal- Sual). The weather was nice but&#8230; foggy, so I didn&#8217;t take pictures. But anyway the trip was great. i was pretty much surprised today how many bikers go to the mountains during the weekend. Well I gues I know why&#8230; cause its fun! really really fun. We did like 300km in half day. My a&#8230;.. hurts but I&#8217;m happy! And today i fount the amazing place. Its w hill (around 1100m) from which one can see south and central Alps. All still in the snow. I want to go there so badly! Tomorrow Kobe!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=52&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trip to Iida</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=51&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=51&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Apr 2008 00:35:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hamamatsu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=51</guid>
		<description><![CDATA[So&#8230; the winter finally past. I&#8217;m coming back to life :) and there are things going on again. Three weeks ago we went to Iida (double &#8220;i&#8221;) with my friend Jano. The trip was amazing. This is a city placed between two chains of mountains: the Japanese South and Central Alps. To get there from [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>So&#8230; the winter finally past. I&#8217;m coming back to life :) and there are things going on again. Three weeks ago we went to Iida (double &#8220;i&#8221;) with my friend Jano. The trip was amazing. This is a city placed between two chains of mountains: the Japanese South and Central Alps. To get there from hamamatsu we had to cross many mountains. Riding a bike in the mountains is really cool!  Of course on the way to Iida we lost our way a bit and &#8230; we end up in dead end road at almost more than 1500m. There was a lot of snow there. Hamamatsu already was warm and nice but not the mountains&#8230; completely different.When we finally reached Iida we were really pleased with what we saw. We were standing on one side high over the valley looking at at the City and the white peaks of the mountains ob the other side. Cool!!!! The city itself was cool. and The way back even better (even though we were tired.) I&#8217;m certainly going back there! Thousands of turns, tunnels, bridges and great views. Th best way for me to relax.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=51&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>I&#8217;m back&#8230;</title>
		<link>http://m.ligowski.com/?p=49&amp;langswitch_lang=en</link>
		<comments>http://m.ligowski.com/?p=49&amp;langswitch_lang=en#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Jan 2008 09:05:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Hamamatsu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://m.ligowski.com/?p=49</guid>
		<description><![CDATA[I&#8217;m back&#8230; alone! Madzia left home today and my room seems to be as empty as it&#8217;s never been before. I promise to catch up on writing and galleries soon&#8230;
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>I&#8217;m back&#8230; alone! Madzia left home today and my room seems to be as empty as it&#8217;s never been before. I promise to catch up on writing and galleries soon&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://m.ligowski.com/?feed=rss2&amp;p=49&amp;langswitch_lang=en</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
